sobota, 18 maja 2013

malinkaka!

Hah, rozbiłam dzisiaj blender. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam... ;) A miał być szejk bananowo-jabłkowo-daktylowy na mleku sojowym, w sam raz na śniadanie. Niestety wylądował w śmietniku a ja cały dzień zastanawiam się, co się stało że kompletnie pokręcona jestem. Zapominam pieniędzy, wygotowuję kaszę, gubię telefon i niszczę AGD. Chyba to nie do końca mój dzień :))
Jak tylko przydarzy mi się okres mniej pechowy to wybieram się po zieleninę do parku! Obiecalam sobie, ze w tym roku zacznę używać dzikiej roślinności więc liczę na to, ze uda mi się zerwać jakieś ładne pokrzywy, mlecze i inne świństwa, których nie umiem nazwać.

Szejkuję codziennie ale nic odkrywczego. Głównie wariacje smakowe na zasadzie banan + jabłko + ananas + daktyl + zielenina lub mleko. Także tego. Nadal nie ma się czym chwalić. Mogłabym się za to pochwalić gulaszem, ale to nie ten typ bloga ;) I kupiłam malinki i jutro będzie smoothie malina + szpinak + mleko. Mniam mniam.

SZEJK NIEDZIELNY
szklanka malin
szklanka mleka roślinnego
garść szpinaku
*nadal bez zdjęć, nadal bez ładowarki

http://tinyurl.com/apcage8


poniedziałek, 13 maja 2013

słoneczko

Dzisiaj był szybki koktajl dla zaspanych z resztek lodówkowych, efekt jak można się spodziewać przepyszny i słoneczny :)

SZYBKI KOKTAJL DLA ZASPANYCH
2 słodkie i bardzo dojrzałe banany
pół ananasa pokrojonego kilka dni wcześniej i przechowywanego w lodówce
http://storybird.s3.amazonaws.com/artwork/gooeysa/full/pineapple-baby.jpeg


W sam raz na dzisiejszą wrocławską pogodę. I dla mnie też wyszło dzisiaj słoneczko!

Jak można poradzić sobie w możliwie najbardziej naturalny sposób z bezsennością? Nie mogę ostatnio spać, budzę się po dłuższej lub krótszej chwili snu i nie udaje mi się zasnąć do rana. Przez ostatni tydzień witałam już chyba wszystkie czwarte nad ranem a wcale nie miałam na to ochoty. I mój organizm powoli już nie daje rady, mam dzisiaj drgawki, ból głowy i jestem bardzo, bardzo zmęczona. Nie mam niestety pomysłu jak wyciszyć się na tyle, żeby móc spokojnie śnić :(

Z moich nocnych przemyśleń wynikło wiele dobrych i złych rzeczy, odezwało się we mnie sporo dawnych uczuć i odkopałam schowane głęboko pokłady złości. Znowu jestem wściekła, zła i samotna i tylko zastanawiam się na co i kogo bardziej. Staram się jednak odrzucić złe emocje, przemówić im do rozsądku. I skupić się na tym co dobre, a ostatnio spotykają mnie praktycznie same dobre rzeczy (a jeśli akurat wydarzy się coś złego, to z mojej winy...). Pomagają mi na tym karteczki z podziękowaniami, podpatrzone milion lat temu na jakimś witariańskim blogu, ale chyba na tyle popularne, że jeśli wypiszę tu moje własne podziękowania to nie będzie to uznane za plagiat.

W ostatnim czasie dziękuję więc za:

  • Rodzinę :), która okazuje się największym wsparciem o jakim można marzyć. I nawet jeżeli mam dziwne lub głupie pomysły, to wiem że mogę o nich powiedzieć. A to dla mnie bardzo ważne!
  • Przyjaciółki, które są po prostu najlepsze na świecie! Cieszę się, że znalazłam przyjaciół, z którymi mogę się i pośmiać, i popłakać. I wyjawić im moje najgorsze tajemnice, najczarniejsze uczucia i najbardziej nierealne plany na przyszłość.
  • moich kolegów ze studiów, na których często narzekam, ale nie są tacy najgorsi ;)
  • za tydzień bez H. ponieważ uczy się na egzaminy
  • za słoneczko!
  • za brak gipsu i prawie nie upośledzoną zdolność chodzenia
  • za to, że w końcu udało mi się odnaleźć mleko sojowe w biedrze
  • za juwenalia: pochód, wegańskie tortille, spalony dekolt, wyprawę na koniec świata, wino z aniołem, chilli z ryżem i ludzi, mnóstwo ludzi
  • za kalosze na festiwalu piwa :)
  • za to że wciąż pachnę jednorożcem i kwiatkami
  • za wyjazd do Warszawy za dwa tygodnie
  • i Gogol Bordello 19 czerwca w Eterze! <3
  • odnaleziony aparat! i komórkę
I wciąż te same schematy, chociaż to podobno moja cecha ;)

Jeżeli ktoś to jeszcze czyta, przepraszam za pomieszanie z poplątaniem i słabą konstrukcję zdań. Zmęczenie.

sobota, 4 maja 2013

nadal gram w zielone :)

U mnie to chyba jest tak, że jak choruje dusza, choruje też ciało. A ostatnio jestem cały czas połamana lub chora, co niestety łączy się również z moimi nastrojami i humorami. Nawet jeśli nagle przydarzy mi się taki tydzień, gdzie wszystkie wcześniejsze marzenia i plany uda się zrealizować ponad normę, przychodzi kolejny dużo dużo gorszy. Ciągła sinusoida od okresów depresyjnych do okresów manii, cholernie trudne ścierwo do opanowania. Staram się jednak radzić sama ze sobą coraz lepiej i odczytywać własne zachowania zwiastujące kolejnego doła.
Tak oto po sześciotygodniowym byciu niepełnosprawną poruszającą się o dwóch kulach i wywracającą się przy wchodzeniu do tramwaju, nareszcie stanęłam na dwóch nogach. Po jeszcze dłuższym oczekiwaniu usłyszałam też, że jednak jestem "ładna, fajna i się angażuję" więc może warto byłoby urzeczywistnić to, co było w powietrzu już od dawien dawna. I po krótkim wahaniu uznałam, że dobra, damy radę. Nie daliśmy. Niestety, okazało się, że dziewczyny z tatuażami są obrzydliwe i powinny szukać uczucia wśród miłośników piercingów i tatuaży. A do tego zawaliłam kolejne koło z ciągnącego się za mną już drugi rok (niestety!) najgorszego przedmiotu na całej medycynie. I nie wyrobię limitu pacjentów, bo jak nie urok to sraczka ;) I znowu zaczęłam mieć nocne koszmary i nieprzespane noce, zawalone myślami i analizowaniem wszystkiego sekunda po sekundzie, zdanie po zdaniu.

Przypomina mi się w takich momentach jak byłam brzdącem i prawie całe dnie spędzałam w mojej kryjówce pod biurkiem. Gdy byłam smutna, zła, obrażona, nieszczęśliwa, chora czy się bałam - wchodziłam pod biurko. Tam czułam się bezpiecznie, mogłam zaciągnąć tam psa, wziąć książkę czy posłuchać kaset. Był to mój własny świat, gdzie dorośli ani siostra nie mieli wstępu i mogłam udawać że wszystko jest dobrze. Bo przecież pod biurkiem nie mogło stać się nic złego!
Brakuje mi czasami takiego bezpiecznego miejsca, gdzie mogłabym zwinąć się w kłębek i zostać na chwilę sama ze sobą i poczuciem, że nic się nie dzieje. Do niedawna mogłam podobny stan osiągnąć w domu rodziców, jednak od kiedy nie ma psa, nie czuję się tam ani bezpiecznie, ani dobrze. Wynajmowane mieszkania też nie dają takiego poczucia, bo jednak nie są ani moje, ani przytulne, ani domowe. Mimo, że staramy się stworzyć jak najbardziej rodzinną atmosferę w naszej małej komunie :)
Odbiegłam trochę od tego, co chciałam napisać w temacie biurkowym. Słuchając w mojej kryjówce kaset a potem płyt, bardzo często sięgałam do zbiorów rodzicielskich. Tak więc mając mniej niż dziesięć lat znałam na pamięć piosenki Cohena, Magdy Umer czy Macieja Zembatego. Stara maleńka. I do dzisiaj pozostał mi wielki sentyment do tych utworów, wypatrywania z okna Romea, niebieskich prochowców i tańca aż do końca miłości. I za każdym razem, gdy się zakochuję to w nieodpowiednią porę roku. Dlatego też wciąż czekam na mężczyznę jesiennego.

przepraszam za to coś na początku piosenki, ale blogger mi nie chciał wyszukać innej wersji ;(

Ponieważ dzisiejszy nastrój mam wybitnie umerowy to pozwoliłam sobie na małą prywatę i gorzkie żale. Miksuję wciąż nudno i niezadowalająco sama dla siebie a już na pewno nie ma się czym chwalić publicznie. W dodatku pożeram kilogramy bananów, szpinaku i makaronu, co chyba nie jest najlepszym połączeniem, o czym mówi mi coraz większy tyłek ;) Ale ponieważ mam dwie nogi (nareszcie!) to mogę się wybrać do lepiej zaopatrzonego sklepu niż warzywniak pod blokiem i być może uda się stworzyć coś wowjakietopyszne i koniecznienablogaska.

środa, 10 kwietnia 2013

koktajl energetyczny

zdjęcia niestety nie moje
Bomba energetyczno-kaloryczna :)
2 banany
3 daktyle
szklanka mleka orzechowego

Skorzystałam z kupnego mleka Hazelnuts Alpro, które jest smaczne ale w ogóle nieekonomiczne. No ale skoro już miałam je zakupione, to szkoda nie użyć :)

Wróciłam! Ze zniszczonym blenderem, zakupionym nowym (który został w innym domu), złamaną nogą, zgubionym aparatem i komórką. Jestem chyba w pewnym stopniu życiowo nieporadna ;)

piątek, 11 stycznia 2013

stres stres stres


SZEJK ENERGETYCZNY
szklanka soku wyciśniętego z czerwonych pomarańczy
banan
jabłko

Śniadanie gotowe!

środa, 9 stycznia 2013

pierwszy wpis w nowym roku

SMOOTHIE POMARAŃCZOWY
2 kaki
1 jabłko
sok wyciśnięty z jednej pomarańczy

Miksujemy, cieszymy się pomarańczowym kolorem i zajadamy :)

piątek, 21 grudnia 2012

koniec i początek świata

Miałam być wcześniej, ale tak naprawdę nadal mnie tu nie ma do stycznia. Ponieważ dzisiaj jest koniec świata i mam do niego jeszcze mniej więcej 1,5 godziny ;) to postanowiłam zrobić szybkie, coroczne podsumowanie.
Mijający rok był dla mnie bardzo trudny, kompletnie pogubiłam się nie tylko w sobie, ale też w kontaktach międzyludzkich. Zapomniałam, kto był zawsze po mojej stronie a kto jedynie wykorzystywał moją naiwność i wiarę w ludzkość. Zgubiłam gdzieś rozsądek, trzeźwe spojrzenie na świat i siebie. I straciłam po drodze serce. Wiem, że ten rok mógł się skończyć gorzej nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich osób, którym na mnie zależy. I cieszę się, że z tego całego zamieszania wyszłam mniej (niż) więcej w całości.
Ostatni czas, kiedy postanowiłam zrobić sobie wakacje od sieci był za to całkiem dobry. Dzięki temu miałam okazję na nabranie dystansu. Mogłam spojrzeć na siebie w lustrze z uśmiechem na ustach, pogłaskać moje sikorki i zasnąć z myślą, że w końcu jestem szczęśliwa. Bardzo dawno tego nie czułam. I co z tego, że przybrało mi parę kilo, że na chwilę obecną zrezygnowałam z weganizmu (ach, przeklęta B12!, głupia ja co stwierdziła, że może jej nie suplementować bo nie), narobiłam sobie przez chorobę zaległości na uczelni i wydałam całe oszczędności. Ale pierwszy raz od dwóch lat poczułam, że mam wszystko o czym tylko mogłam marzyć: wspaniałą rodzinę, niesamowitych przyjaciół i wymarzone studia. 
I, od rozmowy do rozmowy, całkowicie przypadkiem, narodził się nowy pomysł na życie. Nowe inspiracje, nowe marzenia i nowe spojrzenie na siebie. Tym razem pozytywne i chyba w końcu nieprzekłamane :)

I tego samego Wam życzę: uporządkowania, pozytywnego podejścia do życia i powiewu nowości. A także dużo miłości, przyjaźni i zrozumienia dla siebie i innych!

Do usłyszenia w 2013 ;)